Jak zadbać o zdrowie psychiczne?

esprit-1

Jakiś czas po porodzie, kiedy już opadnie dym po hormonalnej bitwie, zaczyna docierać do nas, że mimo tego, że nie jesteśmy już same na świecie i odpowiedzialność za małego stwora, którego właśnie wydałyśmy na świat będzie ciągnęła się za nami już do końca życia, to wciąż istniejemy my i nasze potrzeby. Przelotne spojrzenie w lustro uświadamia, że może już warto wrócić  na czułe łono fryzjera, który nie widział nas od trzech lat i prawdopodobnie pomyli nas z naszą własną babką. Wypadający rano z szafy kłąb ubrań postawi retoryczne pytanie o to, czy naprawdę chcemy upamiętniać ciążę przez kolejne 9 miesięcy, uparcie nie żegnając się z sukienkami, które udowodniły, że potrafią zmieścić dodatkowe 20 kg i przetrwać. Ogarniamy anemię, bierzemy suplementy, przechodzimy na dietę, powracamy nawet do zapomnianego zwyczaju golenia obu nóg. Może nawet zapisujemy się na jeden z tych kursów doszkalających. Może nawet na prawdziwe studia podyplomowe. Wszystko to bardzo pięknie, cieszę się nawet z popularności ćwiczeń dna miednicy, serio, wielce to są godne pochwały działania.

Ale.

Co robisz, żeby zadbać o swoje zdrowie psychiczne?

Wydaje mi się, że zadbanie o swój dobrostan psychiczny leci gdzieś na sam koniec listy priorytetów, zaraz za wyszorowaniem zlewu i posprzątaniem tej szuflady w przedpokoju, której nikt nie otwierał od 15 lat. A tymczasem przyjrzenie się sobie, zastanowienie się, kim jestem, co sprawia mi przyjemność, jakie są moje wartości, cele i potrzeby, to pierwszy krok do ogarnięcia swoich emocji, które w przeciwnym razie mogą nam naprawdę skutecznie przeszkodzić w ogarnianiu innych, przede wszystkim naszych dzieci. Wiecie – tak jak maska tlenowa w samolocie – najpierw dla siebie, bo w przeciwnym razie nie dasz rady założyć dziecku.

Tymczasem te nawyki, które mogą nam pomóc zadbać o swój dobrostan psychiczny, nie są wcale wydumane i skomplikowane. Wręcz przeciwnie. Oto kilka z nich:

Ruch i świeże powietrze

Wiadomo, chodzi o świeże powietrze naładowane tlenem, ale też o aktywność fizyczną, która funduje nam mocne szoty dopaminy (motywacja!), serotoniny (energia!), a na tuż po zostawia endorfinowy koktajl (szczęście!).

Wdzięczność

Tu, podobnie jak w przypadku wpływu wysiłku fizycznego, mamy cały pakiet badań wskazujących na pozytywny wpływ praktykowania wdzięczności na samopoczucie i subiektywne poczucie szczęścia (np. tutaj). Chwila na uświadomienie sobie, że to, co mam, nie jest na zawsze (tak, tak, perspektywa śmierci wzmacnia odczuwanie wdzięczności). Kolejna na pomyślenie o wszystkich osobach, zasobach, które są w moim życiu. Może warto to wszystko wypisać? W codziennym pędzie uważne przypomnienie sobie o całym dobru, wszystkich darach i przywilejach, którymi możemy się cieszyć daje niesamowite efekty.

Odżywianie

Tu totalnie nie jestem ekspertem, ale zasypywanie się śmieciowym jedzeniem, zapychanie węglowodanami i cukrami prostymi to droga po równi pochyłej. Mądrzy ludzie mówią, że lepiej iść w warzywa i kasze.

Spotkania z ludźmi

Silna sieć wsparcia społecznego, któa umożliwia bezpieczne oparcie się na innych ludziach w trudnych sytuacjach, jest czynnikiem bezpośrednio wpływającym na poczucie szczęścia, ale też niejako „zabezpieczającym“ przed ryzykiem depresji (przykładowe badania) – osoby, którym brakuje wsparcia społecznego, a więc mówiąc po ludzku przyjaciół, z większym prawdopodobieństwem doświadczą depresji i jej nawrotów oraz trudniej im będzie z niej wyjść (oczywiście nie można zapominać o czynnikach indywidualnych – osobowościowych i genetycznych). Obecność innych ludzi oprócz oczywistych rozrywkowych zalet daje nam lustro dla naszych działań – możemy spojrzeć na siebie oczami innych, usłyszeć zdanie inne od naszego, poznać rozwiązania problemów, na które same byśmy nie wpadły.

Czas tylko dla siebie

Relacja z samym sobą to podstawa dla tworzenia relacji z innymi ludźmi. Nie mam wątpliwości, że ciężko jest ją stworzyć, nie pozwalając sobie na przebywanie i obecność z samą sobą. Pomysł randek ze sobą uważam za genialny – tak jak na randce z kimś rezerwujesz swój czas, przestrzeń i uwagę nakierowaną na relację i poznanie. Siebie.

To jak, dbamy o siebie od środka?

 

Przedsiębiorcza, kiedy mąż pozwoli

Czytam sobie raport PARP o barierach prawnych dla przedsiębiorczości kobiet w Polsce. I o ile zmiana aktów prawnych jest poza moim zasięgiem, o tyle statystyki i ich interpretacje przedstawione w raporcie dają taki bardzo specyficzny obraz polskich rodzin, obraz, w którym zapewne wiele z nas funkcjonuje, w którym do pewnego stopnia funkcjonuję ja sama, a który jest specyficzny ze względu na to, że wymaga od kobiet dużo większego wysiłku w zakresie łączenia obowiązków domowych i zawodowych. Nie chodzi mi nawet o ową nieodpłatną pracę kobiet i drugi etat, który część z nas musi wyrobić po powrocie do domu z biura. W jakiś sposób uderzające jest dla mnie to, że jak to gładko określają autorzy raportu  „w rodzinach pełnych decyzje mężczyzn dotyczące zatrudnienia (w tym samozatrudnienia) są pierwotne względem decyzji kobiet”.

Co to znaczy, że coś jest pierwotne wobec czegoś? Że ma pierwszeństwo. Czasowe, ale też, nazwijmy to, znaczeniowe. Statusowe. Że ważniejsze jest, aby to mężczyzna pracę posiadał. Można zapytać, tak jak robi to Sue Gerhardt (psychoanalityczka, której książkę „Znaczenie miłości” totalnie polecam), dlaczego jako cel równościowych i prokobiecych działań stawiać mamy udział kobiet w rynku pracy. Że ok jest też wtedy, kiedy kobieta decyduje się na wychowanie dzieci. Oczywiście, że jest to ok. Jednak sam fakt, że życiowe decyzje są wtórne wobec decyzji innych ludzi, jest nie ok. W każdym wymiarze – zawodowy można po prostu najłatwiej zmierzyć – w polskich rodzinach różnice w aktywności między płciami są największe do 35 roku życia i sięgają 25%. Oczywiście, że w dużej mierze wynika to z biologii i nawet Judy Butler i jej performatywność płci tego nie zmieni, jednak zastanawiające jest to, że aktywność zawodowa polskich kobiet, które mają dzieci w wieku przedszkolnym i młodsze, jest jedną z najniższych w Europie. Myślę, że nie będzie zbyt śmiałym wnioskiem stwierdzenie, że coś tu kuleje systemowo – że kobiety, które jednak do aktywności zawodowej chcą powrócić lub rozpocząć ją po urodzeniu i wstępnym odchowaniu dziecka, są pozostawione same sobie. Świadczy o tym też kolejny aspekt cytowanego raportu – do najwyższych w Europie należy udział polskich kobiet wśród ogółu samozatrudnionych. Niby pięknie, niby świetlanie, niby samodzielnie, jednak ciemną stroną tego obrazu jest fakt, że te kobiety przeważnie nie znajdują miejsca dla siebie na rynku pracy i decydują się na wykreowanie swojego własnego miejsca. Bardzo to jest sprawcze i girlpowerowe, jednak nie każdy jest do tego stworzony, nie każda musi chcieć i mieć takie możliwości, więc motywacją do założenia działalności nie powinien być brak alternatywy.

A jak jest u Was? Dajcie znać, jak toczą się Wasze pomacierzyńskie zawodowe losy? Wracacie na poprzednie stanowiska? Decydujecie się na swoje własne firmy i rozwijanie działalności w swoim rytmie i na swoich zasadach? Pozostajecie 100% udomowionymi lwicami?

Idealna nieidealność

Nie jestem idealna. Ty też nie jesteś. Co więcej, ta blogerka też nie. Ani celebrytka z Dzień Dobry TVN. Nikt nie jest. Nieważne jak świetliste ma zdjęcia na instagramie, jak dużo opowiada o swoich sukcesach i jak skrupulatnie milczy o porażkach. Co więcej, z całą odpowiedzialnością stwierdzam, że udawanie ideału każdemu odbije się prędzej czy później wybitnie bolesną czkawką.

Każda opowieść o tym, jak to nie mamy problemów z zasypianiem i zatopione w różowych tiulach, białych koronkach i otoczone markową skandynawską pościelą zapadamy w piękne, równie idealne i oczywiście wspólne marzenia senne, to ogromna ściema, która powoduje nakręcanie się spirali napinki w społeczności matek, które są szczególnie wrażliwe na krytykę i osąd społeczny.

Każda historia o rozwijającym zestawie zajęć dodatkowych, na które zapisałaś swoje 4-letnie dziecko, rzucona przy kawie do koleżanek, które posyłają swoje pociechy tylko na angielski, to cios prosto w serce dla poczucia własnej wartości co najmniej jednej z nich.

Każde krzywe spojrzenie na inną matkę, dająca dziecku sok z syropem glukozowo-fruktozowym, to śmierć kolejnej małej pandy idei wspólnoty wszystkich wspierających się nawzajem matek.

Każda minuta, którą spędzasz na przekonywaniu się, że jesteś najszczęśliwsza na świecie, bo właśnie dostąpiłaś zaszczytu zbierania z podłogi połowy śniadania Twojego osobistego słodkiego szkraba, to wyrwa na Twoim poczuciu, że jesteś kimś, kto zasługuje na odpoczynek.

Każdy status na facebooku, który wyrywasz sobie spod serca, aby przekonać znajomych, których ostatni raz widziałaś w podstawówce, że Twoje życie to nieustająca wędrówka po tęczowym puchu do stajni pełnej dorodnych jednorożców i pulchniutkich bobasów, to szkoda dla Ciebie.

Prokurując obraz siebie, który nie ma nic wspólnego z rzeczywistością i dążąc do tego, aby go utrzymać, marnujesz cenną energię, którą mogłabyś spędzić na racjonalnym diagnozowaniu swojej sytuacji.

W cichości serca wewnętrzny krytyk i tak wie swoje i głosem surowej matki/wymagającego ojca/doskonałego partnera szepcze o niedociągnięciach, które wciąż są i których nie jesteś w stanie ogarnąć. Codziennie podejmujesz nierówną walkę sama ze sobą – walkę o pofałdowane terytorium niedoskonale białego obrusa, groźne zakamarki zakurzonego dywanu, czyhające na integralność Twego ogniska domowego koty z kurzu czające się po kątach i górzyste tereny niezbyt ekologicznych obiadków Twojego dziecka.

Stańmy w prawdzie same przed sobą – macierzyństwo jest trudne. To dorzucenie do całego zestawu standardowych obowiązków dorosłego człowieka naprawdę dużego zadania polegającego na ogarnianiu fizycznym, psychicznych, bytowym, emocjonalnym drugiego człowieka, całkowicie od Ciebie zależnego.

Pozwólmy sobie na idealną nieidealność. Na uznanie, że nie ma czegoś takiego, jak tytuł Perfekcyjnej Matki. Wypiszmy się z tego konkursu, do którego zapisało nas społeczeństwo, kultura i zwyczaje. Bądźmy dobre dla siebie, nie dla wszystkich innych. Zadowalajmy siebie, a nie wyimaginowanych onych, którzy zawsze wiedzą lepiej, jak ma wyglądać szczęśliwy bobas i dobra matka. Dzieci są małe tylko raz. Warto być z nimi w tym dorastaniu, bez oglądania się na to, czy aby na pewno robimy to idealnie.

Odpuśćmy. Sobie i innym matkom.