„Mamo, obudź się”, czyli o uważności rodzica

228H.jpg

Tytułowymi słowami zwróciła się do mnie moja dwuletnia córka, kiedy siedziałyśmy wspólnie na przystanku, ona – obserwując świat, ja, korzystając z chwili jej bezruchu – pisząc maila na smartfonie.

Mamo, obudź się.

Niesamowicie mnie to poruszyło – a więc to właśnie tak odbiera mnie, kiedy grzebię w sieci, kiedy wydaje mi się, że na facebooku na pewno właśnie stało się coś, co koniecznie wymaga mojej obecności. Jakbym spała.

Czy chcę być obecna w życiu moich dzieci „na śpiąco”? Czy sama fizyczna obecność wystarcza do tego, aby dzieci czuły się zaopiekowane, aby wiedziały, że ktoś przy nich jest? Cóż, dla mnie odpowiedź mojej córki na te pytania była jasna – potrzebuje mnie obecnej na 100%, bez telefonu, tableta, ekranu między nami.

Ogromnie to jest trudne, myślę, że nie tylko w relacji z dzieckiem, ale z każdym człowiekiem. Zakładam, że jednak nikły procent z nas jest chirurgami, strażakami czy prezydentami. A jednak tak trudno jest być na 100% tu i teraz. Nie zajmować się sprawami świata, nie planować i nie rozpamiętywać – być w tym momencie z tą osobą. Może całkiem małą, która chce nam dziesiąty raz opowiedzieć, że bawiła się z Izą.

Staram się. Przeczytać do końca książeczkę, przejechać tramwajem gadając o treningu na basenie, nie wyciągać smartfona z torebki po przyjściu do domu. Trudne, ale powoli odkrywam, że owszem, chcę być non stop połączona. Tylko może niekoniecznie z internetem.

Biorę udział w akcji „Rodzice uważnie obecni” – w jej ramach powstał ten wpis, ale również moja oferta darmowych konsultacji psychologicznych, z których możecie skorzystać 26 października – a więc już jutro! – wystarczy zapisać się wysyłając maila na psycholog.czajkowska@gmail.com

 

Jak zadbać o zdrowie psychiczne?

esprit-1

Jakiś czas po porodzie, kiedy już opadnie dym po hormonalnej bitwie, zaczyna docierać do nas, że mimo tego, że nie jesteśmy już same na świecie i odpowiedzialność za małego stwora, którego właśnie wydałyśmy na świat będzie ciągnęła się za nami już do końca życia, to wciąż istniejemy my i nasze potrzeby. Przelotne spojrzenie w lustro uświadamia, że może już warto wrócić  na czułe łono fryzjera, który nie widział nas od trzech lat i prawdopodobnie pomyli nas z naszą własną babką. Wypadający rano z szafy kłąb ubrań postawi retoryczne pytanie o to, czy naprawdę chcemy upamiętniać ciążę przez kolejne 9 miesięcy, uparcie nie żegnając się z sukienkami, które udowodniły, że potrafią zmieścić dodatkowe 20 kg i przetrwać. Ogarniamy anemię, bierzemy suplementy, przechodzimy na dietę, powracamy nawet do zapomnianego zwyczaju golenia obu nóg. Może nawet zapisujemy się na jeden z tych kursów doszkalających. Może nawet na prawdziwe studia podyplomowe. Wszystko to bardzo pięknie, cieszę się nawet z popularności ćwiczeń dna miednicy, serio, wielce to są godne pochwały działania.

Ale.

Co robisz, żeby zadbać o swoje zdrowie psychiczne?

Wydaje mi się, że zadbanie o swój dobrostan psychiczny leci gdzieś na sam koniec listy priorytetów, zaraz za wyszorowaniem zlewu i posprzątaniem tej szuflady w przedpokoju, której nikt nie otwierał od 15 lat. A tymczasem przyjrzenie się sobie, zastanowienie się, kim jestem, co sprawia mi przyjemność, jakie są moje wartości, cele i potrzeby, to pierwszy krok do ogarnięcia swoich emocji, które w przeciwnym razie mogą nam naprawdę skutecznie przeszkodzić w ogarnianiu innych, przede wszystkim naszych dzieci. Wiecie – tak jak maska tlenowa w samolocie – najpierw dla siebie, bo w przeciwnym razie nie dasz rady założyć dziecku.

Tymczasem te nawyki, które mogą nam pomóc zadbać o swój dobrostan psychiczny, nie są wcale wydumane i skomplikowane. Wręcz przeciwnie. Oto kilka z nich:

Ruch i świeże powietrze

Wiadomo, chodzi o świeże powietrze naładowane tlenem, ale też o aktywność fizyczną, która funduje nam mocne szoty dopaminy (motywacja!), serotoniny (energia!), a na tuż po zostawia endorfinowy koktajl (szczęście!).

Wdzięczność

Tu, podobnie jak w przypadku wpływu wysiłku fizycznego, mamy cały pakiet badań wskazujących na pozytywny wpływ praktykowania wdzięczności na samopoczucie i subiektywne poczucie szczęścia (np. tutaj). Chwila na uświadomienie sobie, że to, co mam, nie jest na zawsze (tak, tak, perspektywa śmierci wzmacnia odczuwanie wdzięczności). Kolejna na pomyślenie o wszystkich osobach, zasobach, które są w moim życiu. Może warto to wszystko wypisać? W codziennym pędzie uważne przypomnienie sobie o całym dobru, wszystkich darach i przywilejach, którymi możemy się cieszyć daje niesamowite efekty.

Odżywianie

Tu totalnie nie jestem ekspertem, ale zasypywanie się śmieciowym jedzeniem, zapychanie węglowodanami i cukrami prostymi to droga po równi pochyłej. Mądrzy ludzie mówią, że lepiej iść w warzywa i kasze.

Spotkania z ludźmi

Silna sieć wsparcia społecznego, któa umożliwia bezpieczne oparcie się na innych ludziach w trudnych sytuacjach, jest czynnikiem bezpośrednio wpływającym na poczucie szczęścia, ale też niejako „zabezpieczającym“ przed ryzykiem depresji (przykładowe badania) – osoby, którym brakuje wsparcia społecznego, a więc mówiąc po ludzku przyjaciół, z większym prawdopodobieństwem doświadczą depresji i jej nawrotów oraz trudniej im będzie z niej wyjść (oczywiście nie można zapominać o czynnikach indywidualnych – osobowościowych i genetycznych). Obecność innych ludzi oprócz oczywistych rozrywkowych zalet daje nam lustro dla naszych działań – możemy spojrzeć na siebie oczami innych, usłyszeć zdanie inne od naszego, poznać rozwiązania problemów, na które same byśmy nie wpadły.

Czas tylko dla siebie

Relacja z samym sobą to podstawa dla tworzenia relacji z innymi ludźmi. Nie mam wątpliwości, że ciężko jest ją stworzyć, nie pozwalając sobie na przebywanie i obecność z samą sobą. Pomysł randek ze sobą uważam za genialny – tak jak na randce z kimś rezerwujesz swój czas, przestrzeń i uwagę nakierowaną na relację i poznanie. Siebie.

To jak, dbamy o siebie od środka?