Idealna nieidealność

Nie jestem idealna. Ty też nie jesteś. Co więcej, ta blogerka też nie. Ani celebrytka z Dzień Dobry TVN. Nikt nie jest. Nieważne jak świetliste ma zdjęcia na instagramie, jak dużo opowiada o swoich sukcesach i jak skrupulatnie milczy o porażkach. Co więcej, z całą odpowiedzialnością stwierdzam, że udawanie ideału każdemu odbije się prędzej czy później wybitnie bolesną czkawką.

Każda opowieść o tym, jak to nie mamy problemów z zasypianiem i zatopione w różowych tiulach, białych koronkach i otoczone markową skandynawską pościelą zapadamy w piękne, równie idealne i oczywiście wspólne marzenia senne, to ogromna ściema, która powoduje nakręcanie się spirali napinki w społeczności matek, które są szczególnie wrażliwe na krytykę i osąd społeczny.

Każda historia o rozwijającym zestawie zajęć dodatkowych, na które zapisałaś swoje 4-letnie dziecko, rzucona przy kawie do koleżanek, które posyłają swoje pociechy tylko na angielski, to cios prosto w serce dla poczucia własnej wartości co najmniej jednej z nich.

Każde krzywe spojrzenie na inną matkę, dająca dziecku sok z syropem glukozowo-fruktozowym, to śmierć kolejnej małej pandy idei wspólnoty wszystkich wspierających się nawzajem matek.

Każda minuta, którą spędzasz na przekonywaniu się, że jesteś najszczęśliwsza na świecie, bo właśnie dostąpiłaś zaszczytu zbierania z podłogi połowy śniadania Twojego osobistego słodkiego szkraba, to wyrwa na Twoim poczuciu, że jesteś kimś, kto zasługuje na odpoczynek.

Każdy status na facebooku, który wyrywasz sobie spod serca, aby przekonać znajomych, których ostatni raz widziałaś w podstawówce, że Twoje życie to nieustająca wędrówka po tęczowym puchu do stajni pełnej dorodnych jednorożców i pulchniutkich bobasów, to szkoda dla Ciebie.

Prokurując obraz siebie, który nie ma nic wspólnego z rzeczywistością i dążąc do tego, aby go utrzymać, marnujesz cenną energię, którą mogłabyś spędzić na racjonalnym diagnozowaniu swojej sytuacji.

W cichości serca wewnętrzny krytyk i tak wie swoje i głosem surowej matki/wymagającego ojca/doskonałego partnera szepcze o niedociągnięciach, które wciąż są i których nie jesteś w stanie ogarnąć. Codziennie podejmujesz nierówną walkę sama ze sobą – walkę o pofałdowane terytorium niedoskonale białego obrusa, groźne zakamarki zakurzonego dywanu, czyhające na integralność Twego ogniska domowego koty z kurzu czające się po kątach i górzyste tereny niezbyt ekologicznych obiadków Twojego dziecka.

Stańmy w prawdzie same przed sobą – macierzyństwo jest trudne. To dorzucenie do całego zestawu standardowych obowiązków dorosłego człowieka naprawdę dużego zadania polegającego na ogarnianiu fizycznym, psychicznych, bytowym, emocjonalnym drugiego człowieka, całkowicie od Ciebie zależnego.

Pozwólmy sobie na idealną nieidealność. Na uznanie, że nie ma czegoś takiego, jak tytuł Perfekcyjnej Matki. Wypiszmy się z tego konkursu, do którego zapisało nas społeczeństwo, kultura i zwyczaje. Bądźmy dobre dla siebie, nie dla wszystkich innych. Zadowalajmy siebie, a nie wyimaginowanych onych, którzy zawsze wiedzą lepiej, jak ma wyglądać szczęśliwy bobas i dobra matka. Dzieci są małe tylko raz. Warto być z nimi w tym dorastaniu, bez oglądania się na to, czy aby na pewno robimy to idealnie.

Odpuśćmy. Sobie i innym matkom.