Sposoby na pracę dla mamy małego dziecka

Są takie mamy, które chcą wrócić do pracy zanim ich dziecko skończy 3 lata i wpadnie w opiekuńcze ramiona systemu opieki i oświaty państwowej. Co gorsza, istnieją mamy, które mają swoje firmy, a tym samym nie wciągnie ich z automatu wielka korporacyjna maszyna dzień po imprezie z okazji pierwszych urodzin ich potomka (nie żebym coś miała do korporacyjnych maszyn). Mamy te stoją przed ogromnym logistycznym problemem związanym z a) znalezieniem miejsca, gdzie będą mogły bez przeszkód oddawać się aktywnościom zawodowym i b) znalezieniem miejsca, gdzie ich dziatki spędzą ten czas miło i bezpiecznie. Mission impossible? Sprawdźmy.

  1. Coworking rodzicielski

Umieszczony na pierwszym miejscu, bo sama korzystam z tego rozwiązania i bardzo sobie je chwalę. Przychodzisz do biura, w którym masz swoje miejsce do pracy, a obok ciocie/nianie/miłe panie zajmują się Twoim dzieckiem. Płacisz zwykle od godziny lub wykupujesz abonament – fantastyczne rozwiązanie, bo nie tracisz czasu na dojeżdżanie do swojego biura (jeśli miałabyś dochodzącą nianię) lub na powrót do domu (jeśli zostawiałabyś dziecko w żłobku). A przy tym łatwiej ukoić lęki separacyjne – dziecko jest tuż za drzwiami i zawsze możecie się poprzytulać, jeśli ratowanie świata (albo tłumaczenie instrukcji obsługi odkurzacza – it’s me!) da Ci za mocno w kość. Idealne też, jeśli ratowanie świata występuje na zasadzie projektowej – czasem idziecie do biura, czasem zostajecie w domu.

Ja pracuję tutaj – klik klik – w Zabawiance na warszawskim Gocławiu. Szczerze polecam, to miłość od pierwszego wejrzenia, a w dodatku możecie tam spotkać mnie w roli zarówno tłumaczki przy coworkingowym biurku, jak i psychologa udzielającego konsultacji. Zapraszam!

  1. Niania

Ja jestem niesłychanie przywiązana do społecznego aspektu rozwoju moich dzieci, więc nigdy nie brałam takiej opcji pod uwagę, co nie zmienia faktu, że jest ona zapewne najbardziej elastycznym rozwiązaniem dla mam małych dzieci. Opiekunka przychodzi, kiedy się umówicie i jest cała dla Twojego dziecka. Niestety, ta opcja wymaga znalezienia miejsca tylko dla siebie – osobny pokój, kawiarnia, coworking, biuro? – a przy tym nie należy do najtańszych. Stosunkowo trudny może być też casting – ktoś, kogo zostawiasz sam na sam ze swoim skarbem, raczej nie powinien być wzięty z ulicy. A i rekomendacje bywają złudne – nie każda mama kieruje się tym samym kluczem w wyborze opiekunki.

  1. Wspólna niania

Niania nie mąż, można się nią podzielić. Wystarczy ogarnąć mamę z sąsiedztwa z przychówkiem w podobnym wieku, a koszty i infrastrukturę podzielić po połowie. Znam mamy, które w ten sposób działają i zamykają mi usta, kiedy płaczę nad brakiem umiejętności społecznych dzieci wychowywanych przez nianie.

  1. Opiekun dzienny

Instytucja dotowana przez miasto, co sprawia, że jest relatywnie niskokosztową zabawą. Działa na zasadzie żłobka z wkładem czasu rodziców – zwykle z zapisaniem dziecka wiąże się zobowiązanie do wspierania opiekuna jeden dzień w tygodniu. Więcej informacji można znaleźć na stronie urzędu miasta – klik klik.

  1. Twój własny mąż/partner

Dziecko zwykle mamy z kimś. Fajnie, jeśli ten ktoś ma wolny zawód, ale jeśli już nam się nie udało ustrzelić takiej partii, to zwykle zostają weekendy, które owszem, najmilej spędzić muskając wypielęgnowanymi dłońmi francuskie croissanty z wyplecionego własnoręcznie wiklinowego koszyczka w otoczeniu ukochanej familii, jednak jeśli już zdecydowałaś się na bycie przedstawicielką patologii zwanej matkami pracującymi, to myślę, że Twoje dziecko nie zwiększy swoich szans na rozwinięcie traumy postnatalnej, jeśli wyrzucisz je z domu na trzy godziny w pakiecie z gwarantowaną czułą obsługą tatusia.

  1. Babcia/ciocia

W świecie późnych emerytur, emancypacji kobiet, emigracji zarobkowej i kryzysu wieku średniego dotykającego kobiet na równi z mężczyznami zdarzyć się może, że Twoja teściowa prędzej odjedzie na czerwonym harleyu niż zajmie się dzieckiem, a Twoi rodzice mogą mieszkać pół kontynentu dalej i raczej nie wpadną za każdym razem, kiedy chciałabyś w cichości serca podumać nad składnią w językach germańskich. Niemniej jednak, możliwe jest, że jesteś jedną z tych kobiet, które otacza miękki puch społecznej sieci najbliższych i możesz oddawać się swym perwersyjnym pracowniczym praktykom (prowadzenie Ksęgi Przychodów i Rozchodów!) grzejąc się w cieple zupy pomidorowej i podłogi pachnącej ajaxem, na której Twoje dziecko układa klocki pod czujnym okiem babci.

  1. Praca w systemie drzemkowym

Jeśli masz wystarczająco silną wolę, żeby w momentach, kiedy Twoje dziecko udaje się na zasłużoną drzemkę zajmować się budowaniem swojego imperium firmowego, a nie wstawiać pranie/składać pranie/prasować/gotować obiad/myć podłogę/wreszcie oglądać serial, to szczerze zazdroszczę. Niektórzy pracują też po nocach, ale szczerze nie polecam. Zdarzało mi się tłumaczyć od 22 do 3 w nocy i od 6 do 8. Żadnej z tych szycht dobrze nie wspominam.

  1. Jakieś szalenie absorbujące zajęcie dla Małego Prezesa

Np. darcie 12 rolek papieru toaletowego na mikroskopijne skrawki. Metoda polecana na 10 minut przed dedlajnem. W każdym innym przypadku – zrób naprawdę dogłębny rachunek zysków i strat.

Reklamy

Mamoczłowiek

Zawsze w dwupaku i rozkroku – najpierw w ciąży, potem z przyklejonym do siebie człowiekiem, potem z ciągłą świadomością gdzieś niezdążania i czegoś zaniedbywania. Niegasnąca myśl, która towarzyszyć Ci będzie już zawsze począwszy od momentu, w którym wyciągnęli z Ciebie ciepłą, czerwoną kluchę i powiedzieli, że to Twoje dziecko – co się z nim dzieje, kiedy ja jestem w pracy, piszę, czytam, jestem na spotkaniu, prowadzę szkolenie. Wtedy rozkrok z nonszalancko eleganckiego staje się rozpaczliwie akrobatyczny, a pytań, możliwości, potrzeb i ambicji, a jakże, wciąż przybywa.

Stąd ten blog i dziwne prawie angielskie słowo w jego nazwie – zbitka przedsiębiorcy i mamy, stworzona z wielu niepasujących do siebie części, klejona spoidłem o nieludzkiej sile i kuszącym akronimie ZUS, podlewana potem i łzami, przycinana oczekiwaniami otoczenia i swoimi własnymi, rozkrzewiająca się jak najdziksza paprotka w najbardziej zaskakujące kierunki, podpierana z obu stron na przekór zdrowemu rozsądkowi.

Jestem, byłam, bywam i mam nadzieję na bycie:

Etnolożką, tłumaczką, analitykiem grupowym, trenerką, psycholożką, psychoterapeutką, jednoosobową działalnością gospodarczą, podwójną mamą i żoną (pojedynczą). Wszystko podlane niestrawnym sosem złożonym z umiłowania do list zadań i braku dyscypliny oraz wytrwałości.